Nie chcieć mieć mięśni = nie chcieć mieć mózgu! cz. 1

Co jeśli Ci powiem, że wszystko co słyszczałeś/aś do tej pory o treningu, diecie i dbaniu o zdrowie jest nieprawdą? Co jeśli Twoje dotychczasowe starania o lepszą sylwetkę, zdrowie i podejmowana aktywność fizyczna były nieskuteczne? Twoje podejście do diety i spalania tłuszczu było dalekie od skuteczności?

Jeśli wciąż zastanawiasz się: „jak szybko schudnąć 10-15kg”, albo „jak schudnąć bez efektu jojo”, albo „jak pozbyć się tkanki tłuszczowej z brzucha, ud i innych części ciała„, obcinasz kalorie, próbujesz spalać tkankę tłuszczową, próbujesz dotrzeć do „sylwetki marzeń” od wielu lat i Ci się nie udaje, doświadczasz efektów jojo, a pomijasz fakt budowania masy mięśniowej – bo się boisz, że będziesz wyglądać jak monstrum ze sceny sportów sylwetkowych – to ten wpis zdecydowanie jest dla Ciebie.

Dzisiaj obalę jeden z największych mitów w fitnessie i rozłożę na łopatki wszystkie Twoje przekonania w temacie mitycznej masy mięśniowej. Dobra zaczynamy…


Co się dzieje w Twojej głowie, gdy słyszysz „masa mięśniowa”? W pierwszej sekundzie w Twojej głowie pojawia się skojarzenie, no niech zgadnę: zawody kulturystyczne, Arnold Schwarzenegger, duże buły na ramionach, sześciopak na brzuchu, wielkie czworogłowe uda. Nasze skojarzenia dotyczą tylko wyglądu i to najczęściej monstrualnego, rodem ze sportów sylwetkowych i zawodów kulturystyki.

Gdy rozmawiam z podopiecznymi na temat masy mięśniowej to obraz ich oczu (a często i słowa) mówią jedno: „ja nie chcę mieć mięśni”. W Twojej głowie pojawia się przerażający obraz zawodnika/niczki kulturystyki monstrulanej. A Tobie wydaje się, że jak zaczniesz trenować na siłowni to napewno będziesz mieć takie mięśnie. To trochę tak, jakbym ja bała się jeździć swoim samochodem autostradą, bo zostanę kierowcą rajdowym. ABSURD!!

Pojawiają się również skojarzenia intelektualne związane z mięśniami. Nasuwa się, że jak dbamy o mięśnie (czyli ten wygląd), to pewnie jesteśmy mniej wyedukowani, mniej elokwentni, jacyś tacy „mniej mądrzy” mówiąc dyplomatycznie.

Kark. Napakowany. A o kobiecie, która posiada wiodczne mięśnie mówi się: „wygląda jak facet”. To w takim razie jak wygląda facet, który tych widocznych mięśni nie posiada?😎 I czy powiennością kobiet to składać się z samych kości i tłuszczu. To wszystko ma tyle wspólnego z prawdą, co każdy polityk z charakterem i jego obietnicami wyborczymi.

Powiedziałabym nawet, że to takie dziecięce skojarzenia, z poziomu mentalnego przedszkola. Poziom piwnicy, a może nawet bunkra. Przez wieki wiedza była dostępna dla Elit, po to by manipulować tłumem, któremu można wcisnąć każdy kit. I tak ludzie wciskają sami sobie takie kity dotyczące masy mięśniowej. Dlatego porównuje się niewiedzę z mentalnością średniowiecza. Ta wiedza na temat mięśni (a raczej jej powszechny brak) to w naszej kulturze takie właśnie średniowiecze, w którym kiedyś palono na stosie tych, co tę wiedzę posiadali, bo byli zagrożeniem dla społecznej narracji.


MY SHORT STORY – tytułem wstępu do tematu dlaczego mięśnie są ważne. No bo dlaczego ja się o tym w ogóle wypowiadam?

Odkąd pamiętam, gdy weszłam w branżę fitness w 2005 roku – najpierw jako klient, potem Instruktor Fitness, potem Trener, Szkoleniowiec – zawsze chciałam mieć ładnie zarysowane mięśnie, z minimalną ilością tkanki tłuszczowej potrzebnej do życia. Tzw.Lean Body Muscle.

Jak się potem w praktyce okazało – to wcale nie było takie proste, aby tę masę mięśniową zbudować. Ba!!! Ja nawet nie myślałam w kategoriach „zbudować masę mięśniową” tylko jak wszyscy „spalić tłuszcz” | „schudnąć”. Przez to popełniałam mnóstwo błędów początkującego amatora i pasjonaty. Myślałam, że jak spalę tkankę tłuszczową, to masa mięśniowa mi się w jakiś magiczny sposób ukaże i będę błyszczeć sześciopakiem wystającym zza spodni i pięknie wyrzeźbionymi ramionami. Odrazu znajdę się na scenie zawodów sylwetkowych, bo to były jeszcze takie czasy, gdy kupowałam (nie wiem, czy jeszcze istnieje to czasopismo) „Kulturystykę i Fitness” i ja byłam na tamten czas zafascynowana sportowymi sylwetkami.

I co się okazało? Pomimo dużej ilości treningów w tygodniu, częstych aerobów, zdrowego (jak mi się wtedy wydawało) jedzenia i trzymania czystej michy, nie podjadania między posiłkami i nie korzystania z „dobrodziejstw” żywności wysoko przetworzonej (zwłaszcza słodyczy), te upragnione mięśnie się nie pojawiały, a ja nie wiedziałam dlaczego.

Mało tego: albo się nadmiernie wychudziłam (były czasy, że ważyłam nawet 40kg przy 160 wzorstu) i wyglądałam jak wychudzony kościotrup. Albo znowu odbijało mi wagę w drugą stronę – czyli uraczył mnie mówiąc kolokwialnie efekt jojo, który jest związany z różnymi adaptacjami i zaburzeniami hormonalnymi (o których ja wtedy nie wiedziałam). Nie wiedziałam na tamtym etapie co robię źle, bo przecież tyle się uczę, chodzę na szkolenia, mam tę wiedzę, jestem już Instruktorem i Trenerem (z uprawnieniami) znam zasady fizjologii wysiłku, wiem jak działają szlaki metaboliczne i kiedy się ten tłuszcz pali, noi co ja robię źle, że nie mam tych mięśni? Co robię źle, że ta moja sylwetka nie wygląda tak, jak sobie wymyśliłam?


PS. Zdjęcie po lewej – Tak wyglądałam przez pierwsze lata fitnessu (2005 – 2010): albo pulchna, albo wychudzona, albo efekt jojo (więcej zdjęć będzie w innych wpisach). Zdjęcie po prawej – pierwszy raz w życiu udało mi się osiągnąć taką sylwetkę, jaką chciałam. To były lata 2011-2013, które mogę zatytuować „droga do sześciopaka”. (ta historia będzie opisana w innym artykule)

moja redukcja wagi 2005
droga do sześciopaka na brzuchu 2011-2013

Przychodzi taki czas, że trzeba spojrzeć prawdzie w oczy:
NIE MAM REZULTÓW = GÓWNO WIEM.

Długo nie potrafię osiągnąć rezultatów i kręcę się w kółko = GÓWNO WIEM!! Lepiej dojść do takiego miejsca, bo można umrzeć w iluzji „ja wszystko wiem” (choć wielu to miejsce wystarczy i zadowala, ale mnie nie zadowalało), stracić życie i umrzeć bez sensownych rezultatów.

Jeśli zależy Ci na wynikach – to jest dobre miejsce, gdzie możesz zlokalizować luki (najlepiej z mentorem) i je uzupełnić. W zarządzaniu produkcją mamy taki termin jak „wąskie gardło produkcji”, które to jest takim etapem na linii produkcyjnej, które hamuje jej pełny potencjał.

Kiedy odkryjesz te luki, uzupełnisz wiedzę, rośnie Twoja szansa aby osiągnąć cele. Bez celu – dryfujesz i nic się nie zmienia. Moja historia nie jest osobnicza. Jak pokazują fakty, 95% osób doświadcza efekty jojo, a wiele kobiet ma w swoich szafach ciuchy od rozmiaru XS do XXL.

Żałuję, że nie miałam tej wiedzy wcześniej. Zaoszczędziłaby mi wiele lat, mnóstwo przepalonej energii i pieniędzy wydanych na bezsensowne suplementy. Oszczędziłaby mi wielu frustracji związanej z kręceniem się w kółko bez rezultatów przez pierwsze lata mojego fit życia. Zupełnie niepotrzebne nerwy i stres.


Masa mięśniowa to największy organ endokrynny Twojego organizmu.

Masa mięśniowa to narząd niezbędny do ruchu, który podtrzymuje nasz układ kostny. Ale nie tylko. To również narząd endokrynny, inaczej gruczoł dokrewny lub gruczoł wydzielania wewnętrznego. To oznacza, że jest wyspecjalizowany w produkcji i wydzielaniu hormonów bezpośrednio do krwioobiegu.

Hormony te regulują różne procesy fizjologiczne w organizmie, takie jak wzrost, metabolizm, rozwój płciowy i reakcje na stres i inne. Masa mięśniowa jest również tkanką, regulującą glikemię, czyli poziom cukru we krwi, Komunikuje się z każdym układem w organizmie, uwalnia miokiny przeciwzapalne, działa na układ nerwowy i zdrowie mózgu, funkcje kognitywne, motwację do działania i reguluje układ odpornościowy.

Dlatego wkurzam się, gdy jednakowo od ludzi ćwiczących i nie ćwiczących, najczęściej słyszałam i dalej słyszę:

  • „Nie chcę mieć mięśni — ja chce tylko schudnąć” (słyszę od kobiet, które się ciągle odchudzają i wciąż te same błędy popełniają – moje podopieczne odchudzały się nawet przez 20 lat i przeszły wiele efektów jojo);
  • „Z wiekiem, to już tak delikatnie z moim ciałem, teraz to tylko pilates i joga” (to najczęściej słyszę od koleżanek po fachu, których większość „treningów” to wyczerpujące zajęcia fitness do muzyki; Nie mają pojęcia o wzmacnianiu mięśni i o tym, jaką rolę układ mięśniowy odgrywa w naszym życiu; [BTW. O różnicy pomiędzy zajęciami fitness do muzyki, a treningiem siłowym pisałam w moim pierwszym e-booku „Fitness Start” jakieś 13 lat temu na moim pierwszym blogu boskie-cialo.pl]
  • „Z wiekiem nie potrzebuję mięśni, tylko mobilność i elastyczność” (mobilność i elastyczność to to samo, ziomku, a poza tym to bardzo mylne spostrzeżenia wynikające pewnie z przekonań i skojarzeń, które opisałam na początku tego wpisu. Wiele tracisz skupiając się tylko na mobilności i elastyczności);
  • „Ja nie potrzebuję mięśni, ja tak tylko 'dla zdrowia’ ” (mówią ludzie, dla których „dla zdrowia” oznacza poprostu brak choroby 😉 A nawet nie wiadomo co oznacza, bo nie uformowali sobie w głowie definicji „dla zdrowia” i co to w ogóle znaczy. Jednocześnie mało kto wie, co oznacza „być zdrowym” i jaką rolę ma w tym wszystkim ta podprogowo znienawidzona MASA MIĘŚNIOWA. Gdyby ktoś naprawdę chciał „trenować dla zdrowia”, to nie mówiłby, że „nie potrzebuje mięśni/nie zależy mi na mięśniach”, tylko wręcz przeciwnie: Chcę być zdrowy. Co muszę zrobić, żeby być zdrowy? No potrzebne są mięśnie w pierwszej kolejności, bo mięśnie łatwiej ulegają degradacji niż tłuszcz, tracimy je z wiekiem w wyniku sarkopenii i wraz z każdą redukcją. Mięśnie są trajektorią zdrowia metabolicznego.

Gdy mówi to amator, to jeszcze nic. Amator poprostu nie ma tej wiedzy i doświadczenia. Gorzej gdy słyszę takie rzeczy od tzw. „ludzi z branży”. Stwierdzenie „z wiekiem to już tak delikatnie ze swoim ciałem: pilates, joga, stretching”, (muszę to powiedzieć!) zdradza podstawowe luki w wiedzy nt zdrowia i sprawności, jaka jest ogólnie przekazywana. Dużo sobie odejmujemy od zdrowia, jeśli ćwiczymy tylko pilates i jogę i jakieś tam kroki, które niczego wielkiego nie wnoszą do naszego zdrowia.

Zdobywając pierwsze uprawnienia MEN rekreacji ruchowej (w 2006 roku) pisałam pracę na temat:

„Wpływ starzenia się organizmu na poszczególne jego układy”.

Zapewniam, że podstawowym aspektem sprawności ciała jest Siła i masa mięśniowa. Nie ma nic ponad to, nie ma nic ważniejszego. To są FUNDAMENTY.

Peak Siły maksymalnej osiągamy w wieku około 40 lat!! To dlatego w wiek 40 lat powinniśmy wejść ze sporą ilością masy mięśniowej i wytrenowanym ciałem. Co nie oznacza, że po 40tce to już koniec z nami. Poprostu zajmie dłużej czasu i więcej pracy trzeba będzie włożyć w to, by odwrócić procesy starzenia organizmu i dojść do swojego MOMENTUM.

Ja tuż przed 40ką pobiłam swój PR w Dead Lift i podniosłam moje pierwsze 100kg w 1 Rep Max. (Jeden ze wskaźników zdrowia i sprawności – będzie o tym w innych wpisach). Jednocześnie zapobiegając utracie masy mięsniowej podczas diety redukcyjnej, na której byłam w tamtym czasie. Na moich Transformacjach wykazuję w tabelkach jak zmieniała się kompozycja mojej sylwetki w tamtym czasie. Na moich szkoleniach pokazuję jak większość treningów + niedojadanie + efekty jojo będą powodować utratę naszych mięśni, które są towarem luksusowym dla naszego zdrowia. Dlatego ja sama w pewnym momencie zrezygnowałam z takich aktywności, które zabierają tylko czas, a niewiele korzyści wnoszą dla mojego zdrowia, ciała w długim terminie.

Jestem po 2 trudnych kontuzjach, efektach jojo, chorobie nowotworowej i ciężkiej operacji na otwartym brzuchu i nie mam czasu na bzdety, które tylko zajmują czas i „polepszają samopoczucie” (na 1h po treningu), albo dają „dobrą zabawę”. Tobie też radzę podjąć dobrą decyzję, która wzniesie jakość Twojego życia na wyższy poziom.

Weź pod uwagę to, że po 25 roku życia co roku tracisz nawet 3 – 10% masy mięśniowej.

Łatwe metody = trudne życie. Trudne metody = łatwe życie. Wybierz swoje trudne.

Narracje świata dotychczasowego, lub PRAWDA – wybór należy do Ciebie.

Mięśnie to Twoja super moc.
Masa mięśniowa to temat zaniedbany. To największy organ Twojego ciała i Twoja osobista zbroja. To system obrony metabolicznej i najlepsze lekarstwo przed chorobami metabolicznymi, a nawet neurodegeneracyjnymi.

JA MUSZĘ TO POWIEDZIEĆ, dlatego, że często widzę jak ludzie chcą ominąć temat mięśni i bardzo dużo czasu i energii poświęcają na suplementy i ograniczenia jedzenia – co za fatalny błąd, który będzie miał konsekwencje w przyszłości, a które ignorujesz. Żaden pasywny sposób (łykanie suplementów) nie załatwi za Ciebie sprawy. Żaden suplement nie zbuduje Ci mięśni, jest to fizycznie niemożliwe, bo mięsień, aby wzrosnąć robi to na poziomie komórkowym.

Ludzie, którzy w kółko się odchudzają, skupiając się na dużej ilości cardio, obcinaniu kalorii (czyli tak jak robią wszyscy), tracą przy tym masę mięśniową, co ma szereg konsekwencji nie widocznych dla oka. Wymyślając nowe suplementy, detoksy i omijając podstawy, robią mnóstwo rzeczy, ale są to rzeczy niewłaściwe.

To, co chcę Ci powiedzieć, że ŻADEN PASYWNY SPOSÓB polegający na łykaniu suplementów NIE ZAŁATWI ZA CIEBIE SPRAWY. Tu potrzebne jest TWOJE ZAANGAŻOWANIE – to podczas skurczów mięśni (a nie podczas leżenia i łykania suplementów ku**a), skurczów koncentrycznych i ekscentrycznych uruchamia się kaskada procesów hormonalnych, które wpływają na cały Twój układ zdrowotny. CAŁY!! CAŁY!!! Od układu kostno-stawowego, przez sercowo-naczyniowy, układ odpornościowy, przez zdrowie mózgu, zdrowie psychiczne.

Nie zrobisz tego leżąc i łykając (nawet najlepsze) suplementy i udawając, że robisz coś w kierunku swojego zdrowia.

Strata czasu i energii! Jeśli nie zmienisz podejścia w tym temacie, to może się okazać, że zmarnujesz 10-20-30 lat bezsensownych ćwiczeń, diet, pieniędzy na suplementy, efekty jojo i wiele innych. Zamiast zdrowia zafundujesz sobie (tak jak moi podopieczni w wieku 50+, którzy „całe życie ćwiczyli”) kolejne degradacje Twojego ciała: osteoporoza, zwyrodnienia stawów, szybsze procesy starzenia i zaniżone tempo metaboliczne „z wiekiem”. No są to rzeczy, którym my mamy poprzez styl życia ZAPOBIEGAĆ!! Nie wystarczy ćwiczyć, źle dobrane ćwiczenia, bagatelizacja nawodnienia, odżywienia powoduje, że zostajesz poniżej podium w strefie wiecznego amatora i początkującego… Nawet po 20 latach chodzenia na zajęcia fitness i siłkę.

To trochę jak dbać o ładny kolor nadwozia w swoim samochodzie, żeby nie było zadrapania, ale mieć w dupie to, czy auto ma sprawne hamulce i nie brak mu oleju. Czyli funadmentalne kwestie, odpowiadające za sprawność tego samochodu.

W swojej książce „Na zawsze silni” dr Gabriel Lyon pisze:

„Kiedy myślimy o mięśniach, mamy tendencję do myślenia o sile lub estetyce, ale w rzeczywistości mięśnie odpowiadają za o wiele więcej. Jako największy narząd dokrewny organizmu, mięśnie faktycznie determinują wszystko na temat trajektorii zdrowia i starzenia się. Wiele schorzeń, których doświadczali pacjenci dr Lyon, było w rzeczywistości objawami niedorozwiniętych lub niezdrowych mięśni.” – cytat z książki dr Gabriel Lyon


Ja również dzięki moim doświadczeniom, wiedzy i odkryciom moim podopiecznym, którzy są na wiecznym odchudzaniu, po efektach jojo mówię: masz za mało mięśni, a nie za dużo tłuszczu!

Kolejne odchudzanie i kolejna tzw. redukcja wagi będzie pogłębiać te problemy. I tu opowiadam historię (jedną z setek) mojej podopiecznej, z którą współpracowałam. Odchudzała się od 20 roku życia, zawsze chudła przez obcinanie kalorii, odrzucanie z diety tuczących produktów, dużo wysiłku aerobowego.

Zaczynała w wieku 20 lat z wagą niecałe 60kg, i co 2-4 lata redukowała wagę. Za każdym razem chudła szybko, jednak kilogramy wracały z nawiązką. Z osoby ważącej niecałe 60kg po 5 redukcjach i 5 efektach jojo (te redukcje trwały w sumie około 15-16 lat) ważyła już 89 kg!!

To oznacza, że w ciągu 16 lat dzięki efektom jojo jej tkanka tłuszczowa rozrosła się do rozmiarów, gdzie ważyła o 29kg więcej niż przed pierwszą redukcją!!!! Dlatego każdej podopiecznej z podobną historią powtarzam:

Lepiej się nie odchudzać, niż odchudzać się całe życie.

Gdy prowadziłam mojego pierwszego bloga (boskie-cialo.pl), robiłam tam mnóstwo własnych badań i research wśród moich czytelników. A na moich Treningach zjawiały się panie z tym samym problemem: odchudzanie od 12 – 18 – 20 roku życia, „całe życie na diecie” i wiele efektów jojo w historii. Sama przeszłam jojo, więc wiem, co to znaczy. Ale też dlatego postanowiłam przerobić temat dogłębnie, bo marzy mi się świat bez nadwagi i otyłości. Szkoda tracić na odchudzanie lata życia i młodość. Po co tracić radość życia i zdrowie! Taki cykl porażki w odchudzaniu niszczy CHARAKTER takiej osoby.

Fakty w dziedzinie redukcji wagi są takie:

  • tylko 2-5% osób osiąga trwałe rezultaty redukcji (dotyczy nawet pacjentów bariatrycznych)
  • 80% z osób, które schudły, przytyje w ciągu kolejnych 2 lat i część z nich doświadczy efekt jojo
  • z pozostałych 20% – 15% z tych, które schudły, przytyje w ciągu kolejnych 3 lat
  • osoby, które utrzymują normalną wagę, albo schudły i utrzymały ją całe życie RÓŻNIĄ SIĘ od tych, które ciągle o tą sylwetkę bezskutecznie walczą

Dlatego powstały moje szkolenia i procesy transformacyjne między innymi po to, byś mógł/mogła wstąpić do armii tych 2-5% szczęśliwców, którzy skutecznie osiągają swoje cele. A do tego potrzebna jest nie tylko wiedza, znajomość tej drogi i jej pułapek, a także TRANSFORMACJA Twojego myślenia.

Problemem w zasadzie nie jest rozrost tkanki tłuszczowej (chociaż to też jest problem), a to, że podczas tych wszystkich redukcji SPALASZ MASĘ MIĘŚNIOWĄ!! Bo nasłuchał*ś się głupot w stylu: „jedz mniej i więcej się ruszaj”.

Skutki „jedz mniej i więcej się ruszaj” i tego typu bzdur:

  • spadek tempa metabolicznego, nawet o 40% z powodu rozregulowanych hormonów tarczycy,
  • powitaj niedoczynność tarczycy, która może nie być widoczna na pierwszy rzut oka w badaniach,
  • niszczysz zdrowie mózgu (przyspieszasz procesy degeneracji tkanek mózgu i włączasz ryzyko Aizcheimera),
  • zmniejszasz wrażliwość tkanek na glukozę i insulinę, a to też degraduje masę mięśniową,
  • przyspieszasz procesy starzenia organizmu;

Nie wymyśliłam sobie tego. Mamy na to setki dowodów. Na potwierdzenie cytat z książki „Forever Strong” dr Gabriell Lyon, która jest lekarzem i prowadzi Instytut of Muscle-Centric Medicine. W wolnym tłumaczeniu, coś w stylu Instytu Medycyny opartej o mieśnio-centryczność, ukończyła staż kliniczny i pracowała z pacjentami geriatrycznymi.

„Po latach obserwowania pacjentów przechodzących przez jej praktykę, dr Gabrielle Lyon zauważyła pewien schemat. Podczas gdy jej pacjenci zmagali się z szeroką gamą schorzeń, wszyscy cierpieli na ten sam podstawowy problem: mieli za mało mięśni, a nie za dużo tłuszczu.” – cytat z książki Gabriell Lyon


Nie da się objeść tematu masy mięśniowej bez konsekwencji dla zdrowia w przyszłości!


Masa mięśniowa – organ longevity (długowieczności)

„Narząd mięśni, (…) odpowiada za wiele procesów, w tym procesy starzenia organizmu oraz longevity (długowieczność). Mięśnie szkieletowe syntetyzują miokiny (cytokiny produkowane przez włókna mięśniowe, analogicznie do adipokin (*adipokiny to substancje wydzielane przez komórki tkanki tłuszczowej)), co rzuciło nowe światło na rolę tkanki mięśniowej i jej aktywności wydzielniczej stymulowanej wzmożonym wysiłkiem fizycznym jako niefarmakologicznej formy interwencji i prewencji wielu schorzeń przewlekłych.

Co w przełożeniu na polski oznacza dla nas to, że wzmożona aktywność mięśni (skurcze koncentryczne i ekscentryczne podczas treningów) zapobiega schorzeniom przewlekłym (m.in.cukrzyca, insulinooporność, wysoki cholesterol).

Aktualnie lista miokin produkowanych przez mięśnie zawiera: IL-6, IL-8, IL-15, BDNF. Syntetyzowane przez mięśnie miokiny wykazują działanie przeciwzapalne, lipolityczne (*lipoliza proces rozkładu komórek tłuszczowych), angiogenetyczne (*angiogeneza to proces tworzenia nowych naczyń krwionośnych) i wzmagające wrażliwość tkanek na insulinę. Miokiny pełnią rolę mediatorów korzystnych efektów wzmożonej aktywności fizycznej w przypadku wielu chorób przewlekłych o podłożu metabolicznym i neurobiologicznym” (żródło: https://www.standardy.pl/artykuly/id/167 – portal dla lekarzy)

Tłumacząc na polski: miokiny to takie sygnały komunikacyjne, które są wytwarzane podczas treingu. Mięśnie kurcząc się powodują produkcję tych miokin w całym ciele. Mają one szereg korzystnych funkcji dla metabolizmu i dla Twojej biologii. Zapobiegają wielu chorobom o podłożu metabolicznym i mają korzystne działanie na mózg (dzięki czynnikowi BDNF). Dlatego teraz opowiem jak działają miokiny dla poszczególnych układów.

Jak działają miokiny dla poszczególnych układów?

(PS. Możesz pominąć ten rozdział, jeśli przeraża Cię lub nie interesuje głębsza wiedza o miokinach. Przejdź do kolejnego działu pod tabelką). Miokiny działają jak sygnały komunikacyjne, wpływają na metabolizm mięśni, proliferację(wzrost i podział, aby wytworzyć nowe komórki), różnicowanie(można to nazwać procesem dojrzewania komórki mięśniowej), a także regulują inne tkanki i narządy takie jak tkanka tłuszczowa, wątroba i mózg.

Praca z mięśniami wpływa na tkankę tłuszczową, ponieważ masa mięśniowa jest 8x bardziej tkanką aktywną biologicznie niż tkanka tłuszczowa. O wiele lepiej zadbać o masę mieśniową, niż prowadzić długotrwałe deficyty kaloryczne.

Bez zaangażowania mięśni do pracy, każda dieta będzie tylko w połowie skuteczna i niewiele zmieni na dłuższą metę jeśli chodzi o zdrową kompozycję sylwetki.

Jak wygląda produkcja i uwalnianie: Miokiny są wytwarzane i uwalniane przez mięśnie szkieletowe, zwłaszcza podczas wysiłku fizycznego i skurczy mięśni. 
Działanie: Miokiny wpływają na metabolizm mięśni, proliferację mięśni i różnicowanie, czyli wzrost mięśni. 
Działanie na inne narządy: Miokiny działają na inne tkanki i narządy, takie jak tkanka tłuszczowa, wątroba, mózg, poprzez swoje receptory. 
Przykłady miokin: Miokiny to grupa białek, w tym interleukiny, BDNF i inne. Czynnik BDNF działa na zdrowie mózgu.
Wpływ na organizm:Miokiny mogą poprawiać metabolizm glukozy, stymulować wzrost neuronów, a nawet mieć działanie przeciwzapalne (IL 6, IL 8, IL 15). 
Białka: Miokiny są białkami, które wpływają na funkcjonowanie mięśni i innych narządów. 
Kluczowa rola w aktywności fizycznej: Miokiny to substancje biologicznie czynne, które są uwalniane przez mięśnie szkieletowe podczas ćwiczeń. 
Mediatorem efektów fizycznych:Miokiny pełnią rolę mediatorów korzystnych efektów wzmożonej aktywności fizycznej w przypadku wielu chorób przewlekłych o podłożu metabolicznym i neurobiologicznym.
Znaczenie dla zdrowia: Miokiny mogą wspierać walkę z otyłością, cukrzycą typu 2 i innymi chorobami przewlekłymi. 
Jak działają miokiny – tabela



Wpływ miokin na metabolizm: Miokiny poprawiają wychwyt glukozy z krwi i utlenianie lipidów. 
Wpływ miokin na mózg: BDNF (czynnik nerwowy) jest miokiną, która wpływa na neurogenezę i synapsy. 
Wpływ miokin na skórę: IL-15 (interleukina-15) jest miokiną, która spowalnia proces starzenia się skóry. 
Wpływ miokin na tkankę tłuszczową: Miokiny wpływają na spalanie tłuszczu i redukcję tkanki tłuszczowej. 
Wpływ miokin na wątrobę: Miokiny uwalniają cukry zgromadzone w wątrobie. 
Wpływ miokin na trzustkę: Miokiny chronią trzustkowe komórki beta.


Mięśnie szkieletowe wpływają na wszystkie układy ciała:

  • układ kostno – stawowy, umożliwiając ruch i utrzymanie postawy ciała, chroni kości przed osteoporozą i zapewnia szybszy powrót do zdrowia po urazach i kontuzjach
  • prewencja wielu schorzeń przewlekłych (w tym cukrzyca, insulinooporność) poprzez regulację poziomu cukru we krwi i insuliny, zarządzania cholesterolem i lipidami w surowicy,
  • układ immunologiczny i hormonalny
  • układ sercowo – naczyniowy oraz zdrowie mózgu i zdrowie psychiczne
  • masa mięśniowa im wyższa, tym wyższe spoczynkowe tempo metabolizmu (PPM/BMR), wyższe spalanie kcal podczas spoczynku i podczas wysiłku fizycznego
  • mięśnie szkieletowe są głównym miejscem ekstrakcji składników odżywczych z pożywienia,



Zdrowie mięśni to podstawa Twojego High Performance!

Przestań więc myśleć o mięśniach tylko w kontekście wyglądu, bycia elastycznym i silnym (to też jest ważne!), czy jako o podporze dla układu kostno – stawowego. A tym bardziej zlikwiduj ze swojej głowy obraz kulturysty i jego monstrualnego wyglądu. To nie jest takie łatwe do osiągnięcia tylko treningiem i dietą. Jak wynika z powyższego wpisu masa mięśniowa ma o wiele większą moc i wpływ na Twoje zdrowie, funkcjonowanie całego metabolizmu, układ immunologiczny, zdrowie mózgu i prewencję chorób neurodegeneracyjnych (m.in Aizcheimera), prewencję chorób cywilizacyjnych, no i nic tak nie dodaje mocy do siły psychicznej, jak dbanie o siłę i masę mięśniową.

Ja osobiście nigdy nie czułam się lepiej w kontekście zdrowia psychicznego, jak gdy na poważnie zajęłam się zdrowiem moich mięśni i zrezygnowałam ze wszystkich aktywności, które się do ich zdrowia bezpośrednio nie przyczyniają.

Zacznij myśleć o swoich mięśniach jako o największym organie Twojego ciała, który odpowiada za jakość Twojego życia, 

  • który jest Twoją walutą metaboliczną (każdy kilogram mięśni spala 40kcal/ na dobę),
  • który przeciwdziała sarkopenii (zanik mięśni wraz z wiekiem) czyli procesom starzenia Twojego organizmu,
  • odgrywa kluczową rolę w zwalczaniu stanów zapalnych,
  • dzięki którym możesz robić swoje biznesy, spędzać aktywnie czas ze swoimi dziećmi i rodziną, cieszyć się zdrowym życiem,
  • kluczową rolę w metabolizowaniu glukozy i insuliny i przez to zapobieganiu przewlekłych chorób, takich jak cukrzyca, problemy z cholesterolem lub upośledzenie funkcji poznawczych.

Miokiny, uwalniane z mięśni podczas treningu oddziałują z sygnałami chemicznymi z twojego mikrobiomu, aby wpływać na to, jak działa twój mózg i układ odpornościowy.

Dzięki treningowi siłowemu możesz naprawić wiele błędów metabolicznych w Twoim organizmie, obniżyć stany zapalne, wycofać niektóre choroby przewlekłe (lub zminimalizować ich wpływ na Twoje funkcjonowanie), kontrolować poziomy glukozy i insuliny we krwi.

Jeśli przez lata próbujesz schudnąć, ale Ci to nie wychodzi, to najpewniej NIE jest problemem nadmiaru tłuszczu, ale niedobór mięśni.

Utrata mięśni, która postępuje wraz z wiekiem w wyniku sarkopenii (w tym także odchudzanie, kończące się efektami jojo) prowadzi do wzrostu poziomu insuliny (ponieważ 90% działania insuliny to wpływ na masę mieśniową), kortyzolu, hormonów stresu i poziomu cukru we krwi. A to początek do kolejnych problemów metabolicznych, problemów z cholesterolem, stanami zapalnymi, do prozaicznych związanych z tym, że obniżone zostaje tempo metaboliczne i podstawowa przemiana materii, szybsze zmęczenie i przyśpieszenie procesów starzenia wszystkich komponentów organizmu.

Problemy te mogą występować po cichu, bez znacznego przyrostu masy ciała, dlatego tak ważne jest mierzenie markerów wewnętrznego zdrowia i badania kompozycji sylwetki, a nie wagi. Waga może pozostać taka sama, ale zwiększać się poziom tkanki tłuszczowej względem masy mięśniowej.

Trzeba wyjść z paradygmatu „zrzucania wagi” i lęku przed „większymi mięśniami”.

Pamiętaj, że mięśnie nie rosną z powietrza i nie biorą się z kosmosu. One potrzebują sporo dobrego jakościowo pożywienia (białko i aminokwasy, i to nie z byle jakiego źródła!) wraz z dobrym jakościowo bodźcem treningowym. Tkanka tłuszczowa natomiast może poradzić sobie nawet w okresach głodu. Zobacz: nawet jeśli schudniesz sporo na wadze, w szybkim tempie, to fałdki tłuszczu z Tobą zostają. Ciało wcale nie wygląda lepiej, mimo że waży mniej. Dlaczego? Było napisane, ale powtórzę: bo tracąc wagę – tracisz mięśnie, a nie tłuszcz! Tkanka tłuszczowa jest nieco bardziej oporna na restrykcje kaloryczne, niż się mówi. Spowalniasz tempo metaboliczne, dlatego tak łatwo potem o efekt jo-jo.

Powszechnie się mówi, że „mięśnie są cięższe niż tłuszcz”.

Jest to popularne stwierdzenie. A wszystko co popularne jest rozwodnione. To nie do końca prawda, że mięśnie są „cięższe” niż tłuszcz. Mięśnie tej samej wagi są GĘSTSZE niż tkanka tłuszczowa tej samej wagi. A to oznacza, że ta masa mięśniowa zajmuje o wiele mniejszą powierzchnię ciała niż tkanka tłuszczowa. 1kg mięśni a 1 kg tkanki tłuszczowej to ogromna RÓŻNICA w wyglądzie sylwetki. Więc tak naprawdę osoba, która jest mocno umięśniona i widzisz ją jako „napakowana” (jest to skutek niskiego stopnia otłuszczenia sylwetki), jest w rzeczywistości mniejsza od osoby, która ma nadwagę i mniejszą masę mięśniową. To tłumaczy dlaczego moje początki w fitnessie (i nie tylko moje) wyglądały tak, jak wyglądały.

Tak naprawdę bardziej liczy się KOMPOZYCJA SYLWETKi, a nie waga, czyli to ile wynosi stosunek masy mięśniowej do tkanki tłuszczowej.

Skupianie się ciągle tylko na spalaniu tkanki tłuszczowej i pomijanie tkanki mięśniowej, to powszechny błąd, który kończy się tzw. „wiecznym odchudzaniem” i nie kończącym się efektem jojo oraz desperackimi próbami zbijania wagi. Zwłaszcza, że to…

Jeśli chcesz wejść na wyższy poziom i zacząć skutecznie osiągać…

Wyjść z efektów jojo i wiecznego odchudzania, zacząć wreszcie osiągać swe cele sylwetkowe i robić postępy, spalać tłuszcz, budować szczupłe i jędrne mięśnie, wyjść przy tym z mentalności gru**basa i pokonać swoje słabości (np.podjadanie i emocjonalne jedzenie), WEJŚĆ NA WYŻSZY POZIOM treningów i diety i zobaczyć REALNE i naoczne rezulaty (tak jak moi podopieczni!), a przy tym NIE BOISZ SIĘ ciężkiej pracy…

Chcesz NAUCZYĆ SIĘ wreszcie jak działa Twoje ciało i uruchomić wewnętrznego bohatera, który dokonuje życiowej transformacji, kształtuje charakter poprzez kształtowanie sylwetki, zbierając po drodze drogocenne skarby (jak wiedza o sobie i swoim ciele, nabywanie pewności siebie, wzrost poczucia wartości). Mówiąc w skrócie, chcesz dołączyć do LIGI ZWYCIĘZCÓW i wyjść z poczucia bycia ofiarą kultury diet i wiecznego odchudzania, to kliknij w przycisk poniżej i zamów TERAZ konsultację, a pokażę Ci jaka będzie dla Ciebie najlepsza droga rozwoju.

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *