Jak wyszłam z kultury diet i efektów jojo, oraz wagi powracającej jak bumerang?

Jeśli w Twojej głowie krążą pytania: Dlaczego nie potrafisz osiągnąć swoich celów sylwetkowych? Dlaczego mimo, że tak bardzo się starasz, zdrowo się odżywiasz, trenujesz, to rezultaty są mizerne? Dlaczego mimo trudów, dochodzisz do upragnionej wagi, a ta odbija w drugą stronę jak bumerang?

Przeszłam to wszystko i wiem, co przeżywasz. Wiem też jak wyjść z pułapki odchudzanie – efekt jojo – odchudzanie. W tym wpisie odpowiemy sobie na kluczowe pytania:

Czy tylko restrykcyjna dieta i ucinanie kalorii jest rozwiązaniem? Czy te rezultaty muszą być okupione tak katorżniczym wysiłkiem? Czy da się mieć sylwetkę bez takiej męczarni? Jeśli cierpisz, bo chcesz zmienić swoje ciało, może od wielu lat (jak większość moich podopiecznych) i nie potrafisz być w tym skuteczna, to ten wpis jest zdecydowanie dla Ciebie. Cel jest zacny, dlatego trzeba się rozejrzeć za lepszą drogą do niego. W tym wpisie pokażę Ci kawałek swojej.


Jeśli masz w swoim życiu problem: zrywy, słomiany zapał, zaczynasz i nie dokańczasz i masz nierealistyczne oczekiwania wobec podejmowanych działań, np.zrobić 6paka na brzuchu po 1 serii ćwiczeń, albo schudnąć szybko (np.20kg w miesiąc) bo ci się spieszy zrzucić wagę, którą chodowałaś/eś ostatnie 20 lat, to ten wpis nie będzie dla Ciebie interesujący, ani pomocny. Ten wpis piszę dla osób, które już weszły na poziom wyżej: już robią coś w kierunku zmian, ale nie mają satysfakcjonujących rezultatów, pomimo wkładanego wysiłku.

Dla osób, które mają zrywy będzie inny wpis. Sama byłam przykładem zrywów, więc wiem, że jest to taki etap, który potrzebuje zupełnie inne problemy do rozwiązania i zupełnie inne narzędzia.

Dzisiaj zajmujemy się schematem: „docieram do celu, ale nie potrafię go utrzymać, chudnę – tyję – chudnę – tyję”. To schemat, który znam z doświadczenia własnego, bo przeszłam 3 efekty jojo. Jednak jest to schemat, który dotyczy 95% osób odchudzających się i ma korzenie w kilku zasadniczych problemach. Walczyłam z tym schematem kilka lat. To było trudne, …dopóki nie okazało się, że to wcale nie takie trudne, jeśli robi się właściwe rzeczy, a unika się robienia tych niewłaściwych.

Nieważne ile nieudanych prób odchudzania masz za sobą. Ważne jest to, że z każdego bagna możesz wyjść na prostą drogę kształtowania sylwetki. Potrzebujesz „tylko” pewnych kwestii się nauczyć (np.technicznych, związanych z właściwą dietą i treningiem) oraz PRZEDE WSZYSTKIM mentalnych (np. usunąć autosabotaże, poradzić sobie ze stresem czy nabrać elastyczność emocjonalną, zlokalizować swoje opory). Rzadko kiedy jedna rzecz (np.tylko dieta/tylko ćwiczenia) zmieni nam życie w sposób trwały i satysfakcjonujący. Ponieważ życie składa się z wielu elementów, które wpływają na końcowy rezultat. Tak samo jest ze zmianą sylwetki. Dieta/Trening to tylko czubek góry lodowej.

Uczyłaś się kiedyś jeździć samochodem? Nie wszystko odrazu potrafiłaś. Wykupiłaś nauki jazdy u kogoś, kto te umiejętności ma opanowane na wyższym poziomie. Zupełnie nie wiem skąd to naiwne myślenie, że w kwestii tak złożonej jak dieta, trening, zmiana sylwetki większość osób myśli, że to takie łatwe. Do lekarza też nie chodzisz, bo leczysz się sama? Farmaceuta też nam nie potrzebny, bo sami kręcimy leki w kuchni? Księgowa też niepotrzebna? Doradca podatkowy? Znasz się na wszystkim odrazu? Potrzebna jest wiedza do tego wszystkiego, którą przekładamy na praktykę. Dzięki mojej wiedzy skrócisz sobie czas conajmniej o 50%, niż gdybyś miała dochodzić do wszystkiego sama.



Jak wyszłam z niekończącej się historii odchudzania: kultury diet i wagi powracającej jak bumerang?

Pamiętam to, jakby to było wczoraj: 2 stycznia 2005 roku poszłam na moje pierwsze zajęcia fitness i okazało się, że weszłam jak dzik w szyszki. Spędzałam mnóstwo czasu na grupowych zajęciach fitness i siłowni. Zaczęłam zdrowo jeść, odrzuciłam smażone i panierowane kotlety, dbałam o nawadnianie i spędzałam mnóstwo czasu w sklepach czytając etykiety, aby umieć wybrać te właściwe do jedzenia produkty. W jednym momencie zmieniłam swój styl życia (nie była to pierwsza próba zmiany). Odrzuciłam papieroski, dyskoteki, piwko ze znajomymi i bezproduktywne życie. Po roku zrobiłam swoje pierwsze uprawnienia MEN na Instruktora Fitness i zaczęłam zawodowo zajmować się fitnessem.

Przez pierwsze lata moich fitnessów ćwiczyłam jak szalona:

  • wszystkie formy aerobiku: BPU, TBC, Pump, Aerobox, Step itd.
  • ćwiczenia na siłowni, na maszynach oraz cardio
  • warsztaty taneczne z hiphopu i jazzu,
  • zajęcia z boksu,
  • wzmacniania, pilatesy,
  • jeździłam na obozy sportowe.

Czego to ja nie robiłam?

Trenowałam jak szalona 7 dni w tygodniu, po 2-3h dziennie, a nawet więcej. Czas wolny spędzałam na rowerze jeżdżąc na nim godzinami, zero odpoczynku, zero podjadania, zero słodyczy. Życie kręciło się wokół trenowania, jedzenia, spania (i jeszcze wtedy studiowania).

Zamieniłam nawyk niedbania o siebie (dyskoteki i piwka) na dbanie o zdrowie i wygląd w sposób obsesyjny. Bardzo się też bałam zachorować na cukrzycę, tak jak moja babcia.

Jeszcze jako klientka fitness klubu schudłam swoje pierwsze -10kg (nie miałam nadwagi, poprostu chciałam poprawić proporcje sylwetki). Ludzie, którzy chodzili na fitness ze mną, pytali mnie: „jak to zrobiłaś?” 😎 To pewnie dlatego, że niektórzy tam chodzili na te zajęcia po 5 lat i nie mieli praktycznie żadnych rezultatów. Zrobiłam to na podstawie pewnej wiedzy, do której wtedy się dogrzebałam, bo zobaczyłam, że to nie wystarczy „chodzić na zajęcia” na pałę, trzeba wiedzieć jakie zajęcia, kiedy, jak to wszystko połączyć w całość, żeby przyniosło rezultat. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że ja poprostu szukam struktury działania.

Jednak mój sukces nie trawał bardzo długo. Najpierw schudłam -10kg w 3 miesiące, za klika miesięcy przytyłam +15 w miesiąc. Potem znowu schudłam, znowu przytyłam. W pewnym momencie odpuściłam sobie temat sylwetki (pozostając przy treningach i tzw. „zdrowym odżywianiu”), ale niedawało mi to spokoju. Dalej trenowałam, zdrowo jadłam, jednak odpuściłam sobie na jakiś czas marzenia o pięknej sylwetce, którą sobie wymyśliłam.

Najgorsze było to, że tycie nie było spowodowane tym, że „wróciłam do poprzednich nawyków”, przestawałam trenować i wróciłam do dyskotek, papierosów, piwka i kotletów schabowych. NIE! Ja dalej trenowałam, zdrowo się odżywiałam, jednak nie wiedziałam co dzieje się z moim ciałem. Ponieważ pod względem kalorycznym (ja liczyłam wtedy kalorie), nie przekraczałam limitów kalorycznych, a mimo to tyłam.

Zdobywałam mnóstwo wiedzy, bo czytałam książki z fizjologii wysiłku, fizjologii człowieka, jeździłam na szkolenia branżowe. Mimo to nie wiedziałam, jakie popełniam błędy. A popełaniałam typowe błędy amatora. Tylko wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to błędy amatora. Posiadałam też LUKI w wiedzy, nie tylko tej związanej z treningiem i dietą. Polegałam na popularnych mitach, typu „trzeba mniej jeść i więcej ćwiczyć”, to wydawało się, że wszystko robię dobrze. Marzyłam o sylwetce z zarysami mięśni, jednak ona długo nie nadchodziła, pomimo wkładanego wysiłu.

Dla przykładu:

Myślałam, że jak spalę całą tkankę tłuszczową, to odkryję masę mięśniową. Albo, że najpierw schudnę, a potem „wyrzeźbię sylwetkę”. W rezultacie albo odchudziłam się (prawie) do kości, albo puchłam i wagę odbijało mi w drugą stronę. Nie wiedziałam wtedy, że takim działaniem tylko sobie dobijam układ hormonalny i zwiększam stres fizjologiczny organizmu. Zamiast budować sylwetkę, tylko rujnowałam: moją sylwetkę, moje zdrowie metaboliczne, moje zdrowie psychiczne.

Jeśli chodzi o diety, to chyba testowałam wszystkie: 1000-1200-1500kcal, jadłam 5 posiłków co 3h, odrzucałam węglowodany, jadłam wszystko tylko gotowane: mięsko i warzywka, Low Carb, Keto, a nawet przez 1,5 roku byłam węgetarianką. Moje eksperymenty z dietami były zatem liczne. Zaczynałam się w tym gubić. Nie wiedziałam, że każdy kolejny taki eksperyment to gwóźdź do trumny mojego metabolizmu.

Nie wiedziałam dlaczego jem mało, trenuję tak dużo i tyję „z powietrza”. Przecież jako instruktor aerobiku, pracując po 20-30h w tygodniu fizycznie (prowadząc zajęcia grupowe) spalając miliony kalorii, a moja sylwetka tego nie odzwierciedla. Nie odzwierciedlało tego też moje samopoczucie. Ani życzliwe komentarze, typu „tyle ćwiczysz i nic nie widać”. Mój organizm dostawał w kość, a ja o tym nie wiedziałam.

Wiem w związku z tym, jakie emocje odczuwa każda kobieta, gdy jej osiągnięte super ciało, nagle zaczyna rosnąć w oczach. Wiem jaki to jest wstyd. Znam to poczucie winy, bezndziei i bezsilności. Poczucie porażki rozrywające duszę.

Jednak pomimo tych trudnych emocji, nie poddawałam się. Wiedziałam, że jest jakieś rozwiązanie. Interesowało mnie, żeby je znaleźć. Moja wiedza techniczna, mimo, że rosła, rozwijałam się, jeżdziłam na szkolenia, warsztaty, ba! Nawet sama zaczęłam szkolić przyszłych instruktorów fitness, nie przekładała się na moje cele, moja sylwetka przechodziła fluktuacje.

moja redukcja wagi 2005
efekt jojo

Forma: albo chuda, albo pulchna z efektem jojo. I tak w kółko, przez kilka lat!!
Głowa: coś jest ze mną nie tak, niby osiągam rezultaty, ale zaraz je tracę, nie wiem co robię źle, przecież tak dużo wiem o zdrowym żywieniu i trenowaniu, gdzie te rezultaty?
Emocje: ogromne poczucie winy, poczucie wstydu, obniżona pewności siebie, bo przecież „mam wiedzę”. a rezultatów brak, poczucie, że jestem „gruba”, nawet gdy byłam szczupła!

* zdjęcia z tamtego czasu są ograniczone, bo to nie była epoka smartfonów tylko NOKIA 3310 i nie chodziło sie z telefonem przyklejonym do łapy dokumentując każdą minutę życia, jednakże Bóg mi świadkiem, jak to było


I tu następuje mały PRZEŁOM!

W pewnym momencie pojechałam na (kolejne branżowe) szkolenie z utytuowaną zawodniczką sportów sylwetkowych. Ela wzięła mnie pod swoje skrzydła i zaczęłam trenować i odżywiać się wg jej wskazówek… Ale nie tylko, bo trening i dieta to były tylko elementy zmiany.

Podczas tej współpracy zobaczyłam, że pomimo całej wiedzy, fascynacji ruchem, znajomości technik treningowych, zasad zdrowego żywienia i suplementacji, brakuje mi pewnych cech.

Zobaczyłam też, że w tym wszystkim nie do końca chodzi o to, ile technik treningowych przerobiłam (a przerobiłam w praktyce wszystkie), czy jak bardzo znam się na diecie i potrafię ją komponować. Chociaż to też jest bardzo ważna wiedza. Jednak ta wiedza, to nie wszystko, to jakiś element, który odpowiada za sukces i warto mieć sprawdzone protokoły żywieniowe i treningowe w zależności od celu. Jednak…

Najlepsze protokoły żywieniowe i treningowe nie są gwarantem sukcesu.

Musiałam nauczyć się wszystkiego na nowo. Precyzyjniej mówiąc, musiałam od-uczyć się tych rzeczy, które nie przybliżały mnie do celu. Trening, czy dieta, to zaledwie elementy. Największa robota to ujawnienie i przepracowanie blokad w głowie, które tylko oddalają od celów. To te blokady prowadzą do błędnych decyzji i wyborów.

High Performance Mindset

Muszę powiedzieć, że tamten czas to była podróż, która nie tylko wiele mnie nauczyła o pracy z ciałem, ale przede wszystkim game changer, to było zaprzęgnięcie do tej pracy UMYSŁU. A to z kolei, dało mi ogromne zasoby dotyczące prawdziwego zwycięstwa. Poczułam, że znalazłam jakiś element układanki, którego mi do tej pory brakowało.

Porządnie i solidnie wzięłam się do roboty, słuchałam co mówi do mnie moja Trenerka, wdrażałam jej wskazówki sumiennie, wybierałam posłuszeństwo, zamiast oporu, czy udawania, że „wiem lepiej”. No bo nie wiem, skoro nie mam rezultatów 😎 Wiedziałam też jedno: żeby stać się MISTRZEM, to najpierw trzeba stać się UCZNIEM.

Efektem tego osiągnęłam pierwszy raz w życiu wymarzoną formę. Taką jaką sobie wtedy wymyśliłam. To był dokładnie około 2011-13 rok.

Zobacz: 7 lat walki, porażek, zbędnych eksperymentów dietetycznych i wykupionych suplementów, efektów jojo, emocji, których można było uniknąć. Mam podopieczne, które tak walczą po 15 – 20 lat!! Niektóre odchudzają się od 12 roku życia. Trzeba wyjść z błędnego koła odchudzania i wejść w prawdziwą drogę przemiany. Nawet warto, aby zdjąć z siebie ten obciążający bagaż.

droga do sześciopaka na brzuchu 2011-2013

Nie będę tu pisać co robiłam konkretnie, jakie protokoły diety czy treningowe zastosowałam, bo one były dopasowane pod moje cele, a każdy ma inne. Poza tym przetrenowałam w swoim życiu ponad 200 osób na żywo, i wiem, że to co zadziałało u mnie, niekoniecznie zadziała u Ciebie. Masz inny typ sylwetki, inny typ hormonalny, inaczej tkanka tłuszczowa się rozmieszcza, inne predyspozycje. Poza tym napisałam już, że protokoły diety i treningu, to były tylko ELEMENTY, stanowiące 20% mojego sukcesu. 80% mojego sukcesu, zdradzam moim żołnierzom po Selekcji na procesach Transformacji. Tej wiedzy nie znajdziesz publicznie, bo nigdzie jej nie ma.

Napiszę natomiast jakie były kluczowe kroki techniczne, na które żadna osoba odchudzająca się nie zwraca uwagę, tak jak ja na początku, co prowadzi do kręcenia w kółko przez wiele lat. Nie przechodząc tej drogi od Startu do Mety – nie da się tego wiedzieć, a pewnych rzeczy przewidzieć.


Jak to zrobiłam, że osiągnęłam takie rezultaty?

Kwestia treningu i diety to easy part. Jednak po drodze nauczyłam się, że sama pasja, sama miłość do zdrowego stylu życia nie wystarczy. Zobaczyłam, że brakowało mi pewnych cech i uporządkowania charakteru, które były największym hamulcem. To sprowadzało mnie co jakiś czas na boczne tory. To samo zauważam we współpracach 1:1 z podopiecznymi i naprawdę rzadko kiedy jest inaczej. W zasadzie to moi podopieczni przypominają mi mnie samą na początku drogi.

Sylwetka to naprawdę jest kwestia charakteru. 

Dlatego teraz rzadko układam same diety czy treningi (już dawno od tego odeszłam), bo wiem to tylko zaśmieca Twoją szufladę, a pracuję wg mojej METODY Transformacji 5D -Kuźnia Charakteru.

Pracując w ostatnich 2 dekadach z ludźmi na treningach personalnych i grupowych, zauważyłam, że moi podopieczni popełniają te same błędy, które ja przez te pierwsze lata popełniałam. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jedno jest pewne – bez Mentora, który przeszedł tę drogę, bardzo trudno osiągnąć takie rezultaty samemu.

Tak wiele osób chodzi do klubów fitness, jednak ich sylwetki pozostają niezmienione. I być może nie są to rezultaty dla wszystkich. Pomyślisz „ja nie chcę tak wyglądać, nie chcę mieć takiego brzucha” – i okej, ja nikomu nie narzucam jak ma wyglądać. To była sylwetka po 7 latach SYSTEMATYCZNEGO trenowania, w dyscyplinie, a nie, że ja zrobiłam taki brzuch w tydzień czy kwartał!! Ja również na początku swej drogi chciałam mieć tylko zarysy mięśni. Skoro trenuję to zwykłe „dla zdrowia”, albo „żeby się dobrze czuć w swoim ciele” – mnie nie interesowały banały, które nic nie znaczą i są stratą czasu.

5 kroków do zwycięstwa
5 moich kroków, które zrobiłam pod okiem mojej Trenerki:
  • Ustalenie konkretnego celu (a nie, że „wiem w głowie” albo „afirmuje”) i spisanie tego wg konkretnej metody na papier. Wcześniej też afirmowałam sylwetke, ale nie miałam narzędzi i wiedzy jak ją osiągnąć – to mnie doprowadziło do efektów jojo i wychudzeniu do kości, a nie do sylwetki, o której ja marzyłam, zdrowej, jędrnej z zarysami mięśni. Same afirmacje mi też nie pomogły w poukładaniu charakteru i zdobyciu właściwej wiedzy.
  • ELIMINACJA rzeczy zbędnych – przestałam robić to, co nie prowadzi do celu, albo temu celu zaprzecza, np.za dużo i zbyt często wykonywane treningi cardio, warsztaty taneczne, obozy sportowe, jazda na rowerze godzinami. To się wyklucza. To wszystko powodowało, że zaburzałam swoje hormony, gubiłam mięśnie. Do tak dużej aktywności fizycznej miałam za mało jedzenia, odżywienia i regeneracji. Tu podać mogę przykład podopiecznej, która właśnie tak przez pół roku trenowała wszystko: rurki, trx-y, wszystkie możliwe zajęcia. Gdy jej mówiłam, że za dużo robi i dlatego nie osiągnie rezultatów, to nie słuchała. Przyszła do mnie za pół roku: „miałaś rację”. Tyle wysiłku poszło na nic. Musisz się ZDECYDOWAĆ CZEGO CHCESZ, by zwyciężać w dziedzinie, w której chcesz wygrywać. Zupełnie inaczej trenuje się pod kątem sylwetki, zupełnie inaczej, gdy chcesz poprawić wydolność, bo szykujesz się na zawody, nie da się zrobić wszystko na raz.
  • Solidnie przepracowany plan treningowy ze ścieżką progresji (przez cały rok robię kilka takich planów). To nie jest 1 plan kupiony z przypadku, nie są to ćwiczenia przypadkowe z jutuba z influencerami fitness, albo 1 plan przez cały rok i do końca życia „mi starczy”. Bo nie przepracujesz całej sylwetki 1 planem, a treningi się robi w CYKLACH (mikro, makro, mezo), a nie z listą przypadkowych ćwiczeń.
  • Podejście do jedzenia oraz diety, jak do cyklu, który ma działać pod ten konkretny cel, jaki chcesz osiągnąć. Tu nie wystarczy „zdrowe odżywianie”, albo tygodniowy jadłospis. Nie ma też co szukać idealnej diety. Żegnamy pytanie: „co ja mam jeść” – znaczy, że słuchasz za dużo ekspertów i jesteś pogubiony/a, nie znasz swojego ciała i jego potrzeb. Podstawą jest TWOJE CIAŁO, jego potrzeby, jego wyniki badań, i cele, jakie sobie chcesz wyznaczyć.
  • Solidna praca nad mentalem (przekonania, które prowadziły Cię do błędnych wyborów; wzorce myślenia, które trzeba było przepracować w biegu, np.przestać się skupiać na wadze, przestać obcinać ciągle kalorie i zmniejszać porcje jedzenia, itp. TEGO ŚMIETNIKA W GŁOWIE JEST DUŻO!

Chcąc zmienić sylwetkę: trzeba zrezygnować ze swoich koncepcji, co i też ja musiałam uczynić. 

Powiem wprost: 90% koncepcji w głowie jest błędnych. Nawet u osób trenujących. Oto dowód: Gdyby Twoje koncepcje błędne nie były, to Twoja sylwetka z marzeń już dawno byłaby Twoim udziałem i cieszył/abyś się nią przez LATA, a nie tylko chwilę. Przestań tracić czas na te niewłaściwe rzeczy, które nigdy do celu nie doprowadzą.

Bardzo dużo osób nie osiąga wyników właśnie dlatego, ponieważ gubią się w gąszczu informacji na temat diety czy treningu. Trochę informacji od jednego eksperta, potem od drugiego (najczęściej rozbieżne) w związku z tym, albo nic nie robią, albo się tylko zastanawiają „co ja mam robić”, albo robią za dużo, albo robią rzeczy niewłaściwe. Niby ćwiczą od lat, ale poza tym, że „dobrze się czują po treningu” i mają „lepsze samopoczucie” (a w sylwetce żadnych zmian, ewentualnie zmiany chwilowe), to nic spektakularnego się nie wydarza. A to jest w dłuższej perspektywie demotywujące. Można się dalej okłamywać, że „ja tak tylko dla zdrowia”, albo „ja tak tylko dla dobrego samopoczucia”. To znaczy tylko, że nie masz konkretnego celu, tylko sobie dryfujesz, i za chwilę przestaniesz robić nawet to minimum (czyli chodzić na treningi „dla dobrego samopoczucia”). Wypadaniesz z planszy.

Uważam, że w dzisiejszych czasach ogromną wartością jest to, że ktoś Ci powie: „nie rób tego, to nie zadziała”, nie w tym czasie, nie dla Ciebie. I mówi to osoba, która tę drogę przeszła, a nie dlatego, że tak jej się wydaje, bo ktoś tak mówi w internecie, albo w gazecie napisali. NIE! Ja to przeszłam! Mogę Ci zaoszczędzić LATA ŚWIETLNE i mnóstwo pieniędzy, których nie wydasz na diety cud, suplementy, które mogą Ci zaszkodzić, czy super obietnice, które nie mają podstaw by być zrealizowane.

No i jeszcze jedno: ucz się od JEDNEGO EKSPERTA, który przeszedł tę drogę i ma rezultaty. Skakanie z trenera, na trenera, poszukiwanie nowości, od diety do diety, od dietetyka do dietetyka – to wszystko świadczy o bardzo niedojrzałym, nie uformowanym charakterze. Takie osoby nic konkretnego nie zbudują. DECYZJA!! W związki też tak wchodzisz, że każdemu wskakujesz do łóżka, kto Ci się spodoba? Bo pachnie nowością i ekscytacją? Tak to traktując, ciężko będzie osiągnąć CEL.

Jakie są inne najczęstsze błędy, które popełniają ludzie (i ja też je popełniałam), gdy chcą zmienić sylwetkę. Czyli co robić, a czego nie robić: 

Nie dbanie o masę mięśniową – o tym pisałam szerzej we wpisie „Nie chcę mieć mięśni = nie chcę mieć mózgu”. Spalasz mięśnie poprzez nadmierne treningi cardio, dużą liczbę powtórzeń podczas ćwiczeń, zbyt mało jedzenia w stosunku do aktywności, „wieczne odchudzanie” i efekty jojo.

Masa mięśniowa to podstawowa tkanka Twojego organizmu. Jest to tkanka aktywna biologicznie 8x bardziej niż tkanka tłuszczowa. To ona odpowiada z tempo przemiany materii, działanie układu odpornościowego i zapobiega efektowi jojo.

„Mięśnie palą tłuszcz, a nie aeroby” – John Meadows

Stosowanie diety od koleżanki, „na koleżankę zadziałało”; Ja co prawda diet od koleżanki nie brałam, ale stosowałam diety z gazet – w diecie i w treningu takie przypadkowe diety NIE SPRAWDZAJĄ SIĘ, dlatego, że każdy człowiek ma zupełnie inną genetykę, metabolizm, obciążenia psychiczne, czy chociażby tempo przemiany materii; Szablony diet nie sprawdzą się, gdy masz konkretne cele do osiągnięcia;

Wiele lat zajęło mi dojście do tej wiedzy i znalezienie odpowiednich narzędzi. Dopiero, zrobiłam badanie metabolizmu, zobaczyłam, że eksperymenty z dietami to był gwódźdź do trumny. Gdy zaczęłam stosować się do zasad mojego metabolizmu zaczęłam widzieć różnice. Najlepsze rezultaty, zarówno sylwetkowe, jak i siłowe osiągam na diecie zgodnej z moim typem metabolicznym..

Robienie wielu przypadkowych ćwiczeń i spędzanie po 3h na siłowni. Słowem: zero strategii – ja też tak działałam na początku. Rzuciłam się na fitness jak dzik w szyszki z ogromnym apetytem na sukces. Chodziłam na wszystkie zajęcia jakie były w grafiku, wykonywałam bardzo dużo treningów cardio na bieżni / rowerze czy orbitreku, ćwiczyłam siłowo na maszynach. Czyli wszystko i nic.

Trenuję max 45-75 minut, 3 do 4 razy w tygodniu z konkretnym planem i określoną ścieżką progresji. Już nie wyobrażam sobie „mieszkać na siłowni”. W zależności od tego jaki mam cel. Ćwiczenia w planie skomponowane są tak, żeby przetrenować wszystkie grupy mięśniowe w ciągu tygodnia treningowego. Nie wyobrażam sobie już tracić czas na przypadkowych aktywnościach.

„Twoje ciało to genetyczny potencjał, z którego możesz wyrzeźbić cuda, bez wpasowywania się w szablonowe kanony urody” – cytat własny

Myślenie: „zdrowo się odżywiam” to schudnę. Dzielenie jedzenia na „dobre” i „złe”, (chleb zły, banany tuczą). Obcinanie kalorii w nieskończoność, zmniejszanie porcji jedzenia i myślenie, że „im mniej jem, tym lepiej wyglądam”. Kobiety podświadomie dążą do bycia jak najmniejsze, dlatego boją się jeść, albo idą w drugą skrajność i przejadają się w niskończoność. Nie kontrolują tego i nie mają pojęcia ile jedzenia spożywają.

Jem tak jak dyktuje mi zapotrzebowanie na makroskłaniki. Nie rezygnuję z żadnego. Zwracam uwagę na źródła pokarmów. Odpowiednie tłuszcze, białka i węglowodany to podstawa. Poza tym najlepszą formę osiągnęłam właśnie jedząc węglowodany na odpowiednim dla siebie poziomie. Najgorzej wyglądałam i się czułam, gdy w nieskończoność ucinałam kalorie.

Kobiety mają tendencję do 2 skrajności: „zarzyniania się” na treningach, albo znowu zbyt lekkiego podejścia do treningu. Noszą na codzień cięższe siaty z zakupami, ale boją się hantli na siłowni. Te skrajności są spowodowane brakiem samoakceptacji i brakiem wiedzy merytorycznej.

Praca z tzw.głową, czyli MENTAL – to coś, co trzeba rozpracowywać NA KAŻDYM ETAPIE zdrowego stylu życia, zarówno odchudzania, czy stabilizacji wagi, czy innych celów treningowych i zdrowotnych. Tu nie ma wakacji. Samoakceptacja, samopoznanie, to podstawy.

Brak jasno określonego celu. Coś tam ci się wydaje, że chcesz schudnąć, ale przy głębszym pytaniu okazuje się, że „może -10kg”, „a chciałabym -15” , „a pewnie mi się nie uda”, „nie będę się nasatwiać, że się uda, żeby się mile zaskoczyć”. Z takim nastawieniem ODBIERASZ SOBIE SZANSĘ, że zrealizujesz swój cel. To atuosabotaż.

Bardzo jasno i klarownie określam sobie REALISTYCZNY CEL, który chcę osiągnąć (teraz mam inne cele niż cele sylwetkowe, np. chcę wzrost siły) i szukam kogoś, kto już przeszedł tę ścieżkę i chłonę wiedzę jak gąbka. Bo szkoda mi czasu i pieniędzy na błędy i oddalanie się od celów, bo to prowadzi do demotywacji i utraty wiary;

„Samoakceptacja to początek zmiany” – cytat własny



Co się stanie, jeśli nie wyjdziesz z cyklu chudnięcie – tycie.

Jeśli przeszłaś już cykl chudnięcia – tycia, doświadczyłaś efekt jojo i nic z tym nie zrobiłaś, to dla dobra Twojego zdrowia metabolicznego i psychicznego – NIE BIERZ SIĘ za kolejną kurację odchudzającą. Efekt jojo, to nie jest coś, co można zbagatelizować, „ah tylko sobie schudłam i przytyłam znowu”. To szereg problemów metabolicznych.

efekt jojo

Efekt jojo generalnie to 3 fundamentalne konsekwencje dla zdrowia metabolicznego i całej gospodarki hormonalnej:

  1. Problemy na poziomie hormonalnym: dziwisz się, że masz zmienne nastroje? Huśtawki emocjonalne? Brak pewności siebie?
  2. Spalenie masy mięśniowej: a to ma wpływ na tempo metaboliczne, procesy starzenia, układ odpornościowy, ponieważ masa mięśniowa to organ endokrynny.
  3. Drastyczne spowolnienie procesów metabolicznych i spadek konwersji tarczycy o 40%, który to utrzymuje się nawet 6 lat po takiej kuracji odchudzającej, która zakończyła się odbiciem wagi, czyli efektem jojo (Bodyfat overshooting).

Czym ja przypłaciłam takie wielokrotne cykle chudnięcie – tycie, oprócz problemów z tarczycą:

  • bezsenność i ogólnie problemy ze snem i regeneracją (nie połączyłabyś tych tematów, prawda?),
  • chroniczne zmęczenie i zniechęcenie, które wygląda jak wypalenie,
  • problemy z poziomami energii (zaburzenia na poziomie mitochondrium);
  • problemy jelitowe, zaburzenia funkcji kognitywnych;


Praca z mentalem to GAME CHANGER.

I nie jest to slogan. Bo „praca z głową” to nie jest siedzenie w kwiecie lotosu i mówienie „poukładam sobie w głowie” – powiedz mi jak chcesz to zrobić, nie wiedząc jak działa Twój umysł, Twoje Ego, Twoje serce, które nie raz powiodło Cię na manowce. Spotykam się z takim stwierdzeniem, że ludzie myślą, że „układanie sobie w głowie”, to poprostu tasowanie myśli, które i tak nie są ich. 95% myśli w ciągu dnia nawet nie jesteś świadom/a. Dialogi wewnętrzne. Wyobrażenia. Podświadome przekonania. Wzorce myślenia. Wartości. Tego jest cała masa.

Przez te 7 lat kręciłam się w kółko, m.in. dlatego bo miałam sabotujące przekonania, o których nie wiedziałam, których nie byłam świadoma, które wyszły na jaw dopiero podczas tej pracy z ciałem z moją Trenerką, Elą. Podam tylko dla przykłądu: „im mniej ważę, tym lepiej wyglądam” (stąd dążenie do zbijania wagi), albo „zjem drożdżówkę, zamiast obiadu” – bo myślałam, że liczą się tylko kalorie, a nie widziałam jak to wpływa na procesy hormonalne. Jedzenie to informacja dla komórki. Czyli to co jesz, jest informacją dla Twoich komórek, a nie tylko kaloriami.

We współpracach z kobietami, niezależnie od wieku czy to były panie 50+, czy kobiety między 30 a 40 rokiem życia, sprawa wygląda tak samo. Wszystkie mamy zryte głowy. Nabyłaś przez lata sabotujące przekonania, nigdy ich nie podważyłaś, a same z siebie się nie zmienią. To one m.in.powodują, że tkwisz w błędnych schematach i kręcisz się w kółko. Jeśli się z nimi porządnie nie rozprawisz, to nic się nie zmieni. I możesz nakupić 10ki diet, 100ki suplementów, 10ki rozpisek treningu i nic się nie zmieni, bo blokuje Cię Twój charakter. I to Twój charakter, prowadzi Cię do niedoczynności tarczycy, do dolejnego efektu jojo, do kolejnego błędnego wyboru, który kończy się porażką.



Trening kształtuje charakter, ciało to skutek uboczny.

Schudnąć jest łatwiej, niż utrzymać wagę.

I wie to każdy, kto przeszedł w swoim życiu kurację odchudzającą. Prawdziwa DROGA zaczyna się wtedy, gdy trzeba UTRZYMAĆ OSIĄGNIĘTY REZULTAT. Tak jak droga zaczyna się wtedy, gdy trzeba umieć ZARZĄDZIĆ KASĄ, którą się zarobiło, bo wiemy, że samo dużo zarobienie nic nie wnosi do Twojego życia, bo ta kasa zaraz znika, prawda?

Sam termin „odchudzanie”, z założenia kończy się porażką. Bo zakłada tylko 2 rzeczy: obcinanie jedzenia i więcej ruchu. Mniej jedzenia + więcej ruchu = niedoczynność tarczycy i nierównowaga hormonalna. Sławetne „mniej jedz i więcej się ruszaj” kończy się źle dla Twoich hormonów, a nawet autoimmunologii i wszystkich powyższych problemów, które wymieniłam. Gdyby to było takie proste, nie było by tych efektów jojo.

Fakty są takie:

  • Tylko 5% osób ma sukcesy w trwałej redukcji wagi.
  • 95 % osób odchudzających się doświadcza efekt jojo w ciągu 2-5 lat od momentu zakończenia kuracji odchudzającej.

I to jest FAKT, który dotyczy nawet pacjentów bariatrycznych oraz tych po cudownych pigułkach cud, które można zatytułować „nic nie robisz i chudniesz”.

Kobiety, które osiągają trwałą sylwetkę, od tych, które wciąż o nią walczą różnią się diametralnie. 

Ja też byłam inną sobą, zanim ten rezultat stał się dla mnie możliwy. Jest to cel, który wymaga strategicznego podejścia, znajomości nie tylko zasad żywienia, czy treningu, a przede wszystkim pułapek myślenia, jak choćby nieprawdziwe przekonania, które nabraliśmy w tym temacie.

Ludzie mają tendencję do wracania do starych nawyków. I w tym rzecz – nawyk nie gwarantuje trwałej transformacji. Ponieważ zmiana nawyków odbywa się na bardzo powierzchownym poziomie. Nawyk dzieje się automatycznie, bez woli. Charakter dzieje się świadomie.

Skuteczny proces docierania do celu, to NIE JEST TYLKO TRENING I DIETA.
To kształtowanie SIEBIE od środka,
budowanie swojego własnego kredo, swojego kręgosłupa moralnego, swoich zasad, to dotrzymywanie SOBIE danego słowa, to SZACUNEK do siebie i swojego ciała. Jednym słowem: albo się BUDUJESZ, albo się RUJNUJESZ. I to wszystko robisz przecież DLA SIEBIE. To TWOJE Życie.

SUMIENNOŚĆ, DYSCYPLINA (polecam zrobić mój autorski test), ODPOWIEDZIALNOŚĆ (nie szukanie łatwizny i winy w dietach, czy genach), NIE ODPUSZCZANIE SOBIE, słowem: zwiększanie standardów życia trenujemy na mojej TRANSFORMACJI 5D – Kuźni Charakteru.

To PROGRAM dla Liderek swojego życia, które pragną doświadczyć TRWAŁEJ TRANSFORMACJI i wyjść z błędnego koła, błędnych schematów odchudzania – tycia.

Kobiety, które są gotowe na więcej, niż tylko kupowanie bez sensu kolejnych tabletek i jadłospisów i wiedzą, że tu trzeba innego podejścia.

Czy jesteś gotowy/a na taką podróż?

Teraz Twoja kolej i Twój czas, zmierz się sam/a ze sobą. 

Jeśli jesteś kobietą po 30tce, albo zbliżasz się do 50ki i czujesz, że jesteś uwięziona w swoim ciele, masz dość rozpoczynania kolejnej diety i efektów jojo, chcesz pozbyć się ciężkości i zrzucić z siebie ten ciężar wiecznych diet i powracającej wagi.

Wiesz już, że nie zrobisz tego tylko dietą, albo ćwiczeniami aerobowymi (bo to już robiłaś). Czujesz, że to ostatni moment, bo czas ucieka i szukasz metody, gdzie bez paranoi (zwłaszcza dietetycznej), obcinania jedzenia i hektolitrów potu, a poprzez MĄDRY wysiłek i właściwy dla Ciebie styl żywienia, jedząc jak dorosła kobieta, a nie mała dziewczynka osiągniesz rezultaty i wyjdziesz z błędnego schematu.

Przede wszystkim wiesz, że TRWAŁA ZMIANA nie zadzieje się przez suplement, albo kolejną rozpiskę diety (tego już miałaś bardzo dużo), to mam dla Ciebie coś specjalnego.

Od Twojej transformacji dzieli Cię kliknięcie w button, wybór daty z kalendarza i wypełnienie krótkiej ankiety. Masz 2 wyjścia: podjąć wyzwanie lub schować się w sobie i poczekać na „lepszy moment” i „może kiedyś”., które nie nadchodzi. Zastanów się dobrze: Masz czas na nie działanie? Ile Ciebie to do tej pory kosztowało (czasu i pieniędzy na cateringi i inne cuda). Masz pieniądze na kolejne nieskuteczne metody? Ty wybierasz! Wybierz właściwie.

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *